C://half_the_truth/Dał gitarę, dał samochód...:
Czyli o tym, jak warto cieszyć się z dostanych za darmo słuchawek.
Otóż, mój cudowny lokator (buhaha, niech, kur*a spie*dala) dwa i pół roku temu dał mi słuchawki. Cieszyłam się jak głupia, ale nie używałam ich od razu, bo duży jack i nie wchodzi do odtwarzaczy wszelkiego rodzaju.
Znalazło się zastosowanie we wzmacniaczu...
Ale wtedy zaczęło się coś dziać. Jakieś szumy, coś. Zgłosiłam. Powiedział, że naprawi.
Potem powiedział, ze nie ma jakiejś tam części, coś. Dobra, szukałam wszędzie takiej części, ale nie udało mi się znaleźć.
Tak więc słuchawki leżały. Przez ostatnie dwa lata użyłam ich może cztery razy.
Dzisiaj znowu przyszedł temat słuchawek. Że chcę kupić nowe, że upatrzone, ze są wy*ebane w kosmos.
Ale już masz padło od lokatora.
No, ale coś tam trzeszczy, próbowałeś zrobić, ale się nie dało...
Zaczęło się. ze jakie
on nie dał rady, czy coś. Wziął, po próbował
I nagle awantura, że JA zepsułam.
Używając delikatnie. I jedynie 4 (słownie: cztery) razy.
BUHAHAHAHA.
No wolne żarty. Rozumiem, że po miesiącu ciągłego używania mogą się zepsuć. Ale po raptem czterech godzinach (max)?! Niedorzeczne. Poza tym i tak, jak już nadmieniłam od początku się coś chrzaniło. Od początku, czyli odkąd zaczęłam używać.
Morał z tej bajki jest krótki i wszystkim znany: z tym mamy spokój, co kupimy sami.
07.07.2010 :: 19:52 /
Skomentujesz? (0)
C://weird_feelings_I_cant_describe/to_makeit_clear.txt:

Słodki Jeżu.
Mam zakatarzony mózg, kilka fajnych wizji i... lekkość serduszka. Lekkość, bo postawiłam na jedną kartę i powiedziałam, co tak właściwie mi przeszkadza.
Zrobilam to w bardzo kuturalny sposób (prawie jak nie ja) i... nic się nie stalo. Taka właśnie jest "cena" szczerosci i ryzyka. Co szkodzi? Właściwie nic. Jeśli nie uda CI się dotrzeć do drugiej osoby, screw drugą osobę.
To znaczy, że ten ktoś prawdopodobnie nie jest wart Twojej uwagi, albo przynajmniej, nie ma ochoty na tego typu rozmowy, tudzież uważa, że właściwie nic się nie stało.
No cóż.
Powiedzmy, że nie cierpię na FANTAZJOWANIE. O nie. On po prostu jest, gdzieś obok. Ot, żyje sobie, ma się dobrze. Ostatnio był na premierze, czy też, na sesji zdjeciowej, lub okłądce Rolling Stone. ON po prostu jest.
Z tym, że psychicznie czuję go bliżej, aniżeli on sie znajduje. Bo to "obok" jest strasznie daleko, tak naprawdę.
Pieprzyć to, że tak naprawdę TO NIE MA ZNACZENIA. Dla Ciebie, czy też dla kogoś, kto jest tu pierwszy raz (dzię dobry!). Dla kogoś byłoby to dziecinne, choć z drugiej strony, dlaczego nie akceptować innej osoby z podobnymi symptomami...
Ach, właśnie. PODOBNYMI. Z "podobny" jest tak, jak z "prawie". Robi wielką różnicę.
DLA MNIE jest cholernie ważny. I jakoś really nie obchodzi mnie, CO on tam miał w przeszłości ze sobą, czy z kim innym.
Po prostu jest ważny. Czegoś mnie nauczył, tak jak prawdopodobnie każdy z moich przyjaciół, ktorym składam w tym miejscu ukłony.
Dla kogoś jest tylko aktorem, staruszkiem, kolesiem dziwnym humorze, czy też zajebistych skillach aktorskich.
A ja nie potrafie wyjaśnic, kim jest dla mnie.
Po prostu nie.
Znowu wyjdzie, że poświecam notkę na swoim słit blogasku jednej osobie. KIJ z tym. To mój blog. MÓJ. :)
Idę pisać, bo jest idea.
27.04.2010 :: 22:28 /
Skomentujesz? (2)
C://half_the_truth/mam_wyjebane.omg:

To całkiem nie miłe, jeśli ktoś ma w dupie to, ze możesz się czuć źle po tym, co napisze. Że ktoś ma totalnie gdzieś, że och, jestem wrażliwa i że och, mogę nie chcieć o czymś czytać.
Kiedy szczerze napiszę, ze sobie czegoś nie życzę, jest wielkie oburzenie, ze jestem niesprawiedliwa, że sama to robię i w ogóle.
Hipokryzja ze mnie wychodzi, wiem, wiem. To ja mam jebaną tendencję do napraszania się wszystkim i mówienia, jak bardzo uwielbiam faceta, na którego nawet w realu nie przyjdzie mi sobie popatrzeć.
Ok. Dobra, skoro JA to robię i TOBIE to przeszkadza, czemu do cholery nigdy nikt mi nie napisze, że sobie nie życzy, żebym praise'owała kogoś powiedzmy, publicznie.
Żebym zostawiła to dla siebie, pisała o tym na blogu, jak durna słit sikstin, tylko nie, woli narzekać, ze jestem jebana, niesprawiedliwa i w ogóle do dupy.
No kuuuuuu-.
Jak ja szczerze powiem, że coś jest nie tak, to tragedia. To "może się w ogóle nie będę odzywać", czy coś.
BORZE. Rozmowa jest najlepszym środkiem zapobiegawczym, a nie milczenie. Ludzie JESZCZE nie posiedli zdolności telepatycznego czytania w myślach, bądź, przewidywania przeszłości z dokładnością do każdego jęku, lub ocha, czy acha. Jeśli coś czujesz odnośnie sytuacji, kogoś i tak dalej, (chyba, że jest to taka mega miłość, że to jest nie do przeskoczenia... choć nie wiem, czy to dobry powód) to lepiej powiedzieć, aniżeli, żeby potem bolało (jaka paskudna konstrukcja zdania).
Wiem, trudne, jak cholera. Tak, jak to, żeby powiedzieć komuś, że coś się podoba. Narzekać umieją wszyscy, a pozytywnego słowa prawie NIKT nie powie. Prawie, guys, bo wiem, ze są wybitne jednostki na świecie ^^.
Mam wyjebane na ludzi, którzy nie chcą rozmawiać. Mam wyjebane. Bo ja prowadzę swoje życie w taki, a nie inny sposób i nie będę się zmieniać i UWAŻAĆ, bo kogoś boli szczerość. Trzeba to PRZEŁKNĄĆ. Albo pracować nad sobą.
Wiem, jestem ostatnią osobą, która powinna tak strzelać szczerością, bo sama nie jestem idealna. Nikt nie jest.
Wiem, ze szczerość zabiera przyjaciół, znajomych.
Ale sorry.
JA, jeśli chodzi o MNIE, to nie zamierzam grać. Nie zamierzam tańczyć, jak mi zagrają. Mam na to wyjebane. IDC. I DON'T CARE.
I tyle.
12.04.2010 :: 14:34 /
Skomentujesz? (2)
C://half_the_truth/easter.wft:

O jeżu, ale się porobiło.
Siedzę właśnie sobie przy komputerze, słucham, jak ojciec próbuje się określić, co mu zapakować na wyjazd. Siedzę, kaszlę co jakiś czas. Ta, gardełko mnie chwyciło. Nie jedziemy na Wielkanoc w lubelskie.
Nie,
nie,
nie,
nie.
Tego się nawet nie da opisać, jak się cieszę, że team w składzie ja i moja mama zostajemy w domu. Ano tak. Po dwóch dniach awantur i rozwodu w powietrzu Ón odpuścił i zaprawdę powiadam, jedzie w pizdu, sam.
Nagle się okazało, że dziadek mi będzie wypominał gitarę elektryczną (no ku*wa!)
i że nie czuję relacji względem ludzi, którzy nie umieją uszanować święta, jako pamiątki, że coś się wtedy stało, że to dzień, w którym człowiek powinien się zatrzymać i poddać refleksji
i że właściwie tam jest zimno
i że na ch*j mam się katować radiem maryja, żeby dostać sto zł.
NO SORRY. Wyrzeczenia, wyrzeczeniami, ale ci ludzie są dla mnie obcy. Ot, jak jacyś znajomi na n-k z którymi praktycznie poza spotkaniami face-to-face (co jest rzadkie) nie utrzymuję kontaktu.
Zdaje się, że to będzie kilka pięknych dni. Oglądanie filmów, kurowanie się, zaśmiewanie się z pierdół, gadanie na tematy egzystencjalne. Spędzanie czasu z przyjacielem, osobą, która wie, co jest ważne w życiu, kto jest ważny Czas z osobą, którą niezwykle szanuję, bo potrafi mi pokazać, że mnie kocha.
I nie wypomina, że jest najlepszym ojcem na świecie, bo daje mi pieniądze, jakieś, od wielkiego dzwonu.
Jest najlepszą matką. Bo jest. I mnie wspiera.
Wesołego Alleluja, guys :)
(i znów wyjdzie, ze się użalam, ach, ten przyczepiony do mnie temat...)
02.04.2010 :: 20:31 /
Skomentujesz? (0)
C://na_na_na_na_naa/buhaha.elo:
Krótko.
O ja pierdolę. Gdybym ja tak wszystko wszystkim pamiętała całe życie, to bym nie miała w ogóle psychiki, mówiąc o jej słabości, hahahaha, lol.
/mega lol z lokatora.
15.03.2010 :: 13:42 /
Skomentujesz? (1)